"W czem największe u ludzi wżdy upodobanie?
Odrzeknę szczerze: w jedzenie, a w jebanie." Temi słowy imć Mikołaja Reja chciałem zacząć dzisiejsze osierdzie z okazji Dnia Niepodległości. Parę refleksji się nasunęło to może by je jakoś wreszcie wyartykułować.
Nie trawię jarających kobiet. Nie smakują, nie wchodzą. A już najbardziej drażnią gdy gadają, że tylko tak popalają, a potem ukrywają się za winklem albo Winkelriedem i palą bynajmniej nie głupa. Kogo tu się oszukuje? Mnie czy siebie?
Natomiast całkiem miłe jest uczucie wiedzieć czego się chce i gdy się tego nie może dostać postawić wszystko na jedną kartę. I bez sentymentów. Jest walka. Nie dajesz rady? Trudno, ja nie zrezygnuję z tego czego chcę. Skoro już na początku pokazujesz, co o mnie sądzisz. O nie...
Dobra, uparłem się? Może warto byłoby odpuścić? Ale w imię czego? Co to ja jestem wychowawca panien upadłych moralnie? Pewne podstawy trzeba mieć. Nie ma? Chyba nie ma. Trochę może szkoda, bo nieco zapiekło, bo już prawie... może... coś... - ale widzisz, miałaś szansę i zjebałaś. Nie ja.
No to jedziemy gdzie indziej, do inszej zagrody, na przyjęcia wystawne, świętujemy Radosną Niepodległość w sposób huczny i wesoły. Nie martwimy się. Może głupie i nieodpowiedzialne są takie fajerwerki. Ale czasem trzeba. W tym momencie wali mię to. Co z tego wyniknie zobaczymy. Póki co gulasz pieprzny jest choć owszem - przyszłości świetlanej w nim nie widać. Ale i nie czarna olewka. Oliwka? :) Zjeść, jebać, chrzanić, pieprzyć.
Dziś zostałem też grzybem, pieczarką konkretnie. Kolega został borowikiem zatem tworzymy zgrany team. A czemu tak? A bo jakoś nie mogłem strawić sałaty. Nawet w końcu smsa napisałem, takiego długiego, ładnego (?) żeby lepiej weszła ale nie wysłałem - po kiego skoro i tak odzewu ni ma? Pewnie tam jakieś jedzenie odchodzi, albo spanie, albo inne upodobanie. A chrzanić!
I na koniec myśl zrodziła się w głowie z tego całego bigosu:
Świat ten tak dziwnie jest stworzon niestety
Że gdyś waszmość facetem to jebiesz kobiety.