środa, 18 listopada 2009

Egocentrycznie i wspomnieniowo

"(...) na żywo prawie zawsze poprawiasz mi humor. Mówiłam Ci, czarujesz świat. Dobrze sobie nicka wybrałeś."

Nie wiem czy masz rację. Nieważne. Ty mnie zadziwiasz, bo masz tę dziwną cechę, że cieszysz się i śmiejesz, gdy tylko otworzę usta. :D

Teraz w ramach kontynuowania "starych, dobrych czasów" kilka zdjęć. Egocentrycznych.












Panowie na zdjęciu nr 5 znaleźli się przez przypadek. Wracali z pola.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Dziewczyny

czwartek, 12 listopada 2009

Dlaczego?

Dlaczego nie można kochać? Dlaczego mijamy się i jesteśmy obcy? Czemu nie możemy spotkać tej właściwej osoby? Dlaczego? Ile jeszcze trzeba się zgnoić, zdołować, wycierpieć i wyczekać? Co myśmy nabroili, że nas tak doświadczają?
Dziś był bardzo ciężki dzień. Listopad to kiepski miesiąc, pełen rocznic. Wiedziałem, że mogę go odchorować. No i mam. Dziś jedna z nich, za cztery dni kolejna.
Patrzę na siebie i wiem, że potrafię to wszystko znieść. A jednocześnie mam już dość. Ileż można? W kółko dostawać baty, ciągłe rozczarowania. W imię czego?
Czy ja chcę za dużo? A może za mało?
Gdy już nie mam niczego, gdy jest tak strasznie źle, jedyne co pozostaje to walczyć.
Burn the bridge behind you
Leave no retreat
There's only one way home

środa, 11 listopada 2009

Z rozmyślań o jebaniu

"W czem największe u ludzi wżdy upodobanie?
Odrzeknę szczerze: w jedzenie, a w jebanie."


Temi słowy imć Mikołaja Reja chciałem zacząć dzisiejsze osierdzie z okazji Dnia Niepodległości. Parę refleksji się nasunęło to może by je jakoś wreszcie wyartykułować.
Nie trawię jarających kobiet. Nie smakują, nie wchodzą. A już najbardziej drażnią gdy gadają, że tylko tak popalają, a potem ukrywają się za winklem albo Winkelriedem i palą bynajmniej nie głupa. Kogo tu się oszukuje? Mnie czy siebie?
Natomiast całkiem miłe jest uczucie wiedzieć czego się chce i gdy się tego nie może dostać postawić wszystko na jedną kartę. I bez sentymentów. Jest walka. Nie dajesz rady? Trudno, ja nie zrezygnuję z tego czego chcę. Skoro już na początku pokazujesz, co o mnie sądzisz. O nie...
Dobra, uparłem się? Może warto byłoby odpuścić? Ale w imię czego? Co to ja jestem wychowawca panien upadłych moralnie? Pewne podstawy trzeba mieć. Nie ma? Chyba nie ma. Trochę może szkoda, bo nieco zapiekło, bo już prawie... może... coś... - ale widzisz, miałaś szansę i zjebałaś. Nie ja.
No to jedziemy gdzie indziej, do inszej zagrody, na przyjęcia wystawne, świętujemy Radosną Niepodległość w sposób huczny i wesoły. Nie martwimy się. Może głupie i nieodpowiedzialne są takie fajerwerki. Ale czasem trzeba. W tym momencie wali mię to. Co z tego wyniknie zobaczymy. Póki co gulasz pieprzny jest choć owszem - przyszłości świetlanej w nim nie widać. Ale i nie czarna olewka. Oliwka? :) Zjeść, jebać, chrzanić, pieprzyć.
Dziś zostałem też grzybem, pieczarką konkretnie. Kolega został borowikiem zatem tworzymy zgrany team. A czemu tak? A bo jakoś nie mogłem strawić sałaty. Nawet w końcu smsa napisałem, takiego długiego, ładnego (?) żeby lepiej weszła ale nie wysłałem - po kiego skoro i tak odzewu ni ma? Pewnie tam jakieś jedzenie odchodzi, albo spanie, albo inne upodobanie. A chrzanić!
I na koniec myśl zrodziła się w głowie z tego całego bigosu:

Świat ten tak dziwnie jest stworzon niestety
Że gdyś waszmość facetem to jebiesz kobiety.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Czytnięte

"Ludzie blokują swoje uczucia intelektem i lepią w głowie idealne twory zamiast wyjść na spotkanie miłości."

piątek, 6 listopada 2009

Dżem - Do kołyski

czwartek, 29 października 2009

Acedia, Kirke i Morgana

Czuję się nieco jak Odys u Kirke... Zapomniałem o celu, jest dobrze, przesiaduję sobie i lenię się. Nie... Kirke oplotła Odysa i więzi go. Mnie oplata niemoc. Acedia? Nie mam ochoty na nic? A może nie wierzę w nic? Morale upadło. Nie ruszam się, bo nie ma celu. A nie ma celu, bo tu tkwię... Zaplątany w sieć Acedii. Oj niedobrze.

Zacząłem znowu stąpać dziwnymi ścieżkami. Na pustyni wróżka Morgana przygotowuje Ci różne wizje, które wydać się mogą celem. Spragniony rzucasz się w jej ramiona choć nie znajdziesz w nich ukojenia. I sam zaczynasz oplatać się zaklęciem - bo może droga prowadzi do Morgany?

Ale jest wiele dróg... Czemu nie pójść jeszcze inną? Przecież z każdym zakrętem wydaje się bardziej obiecująca. Kusi, mami, łudzi? Trzeba się odważyć... Ale i wierzyć. A przecież wierzysz w co innego.
Kiedy następuje zdrada siebie i idei? A może to żadne kompromisy. W końcu niby bywam elastyczny... Czy raczej naiwny?

Zimowo jest. Dziwnie. Z jednej strony tlą się jakieś zgliszcza, popioły. Trupy i ruiny. Niby już wystygły ale w każdej chwili ogień może na nowy buchnąć. I dobrze, ogień na śniegu pozwala przeżyć. Tylko dokąd podążać? Gdzieś pod tym wszystkim, w tym wszystkim... jest coś jeszcze. Nie ma przeznaczenia. Jest... coś więcej.